Nowa jakość w elektroterapii: bezelektrodowe stymulatory pracy serca

JJ/Rynek Zdrowia - 30-04-2018

Od czasu wszczepienia pierwszego rozrusznika serca przez szwedzkiego kardiochirurga Ake Senninga w tym roku mija sześćdziesiąt lat. Elektrody pierwszego wszczepialnego urządzenia umieszczone były w nasierdziu. Urządzenie zawiodło zaledwie po trzech godzinach i konieczna była reoperacja.

Nowa jakość w elektroterapii: bezelektrodowe stymulatory pracy serca

Drugi rozrusznik działał już osiem dni. W sumie pacjentowi, którym był Arne Larssson, zamontowano 26 rozruszników, z którymi przeżył zarówno ich wynalazcę, jak kardiochirurga. Zmarł w wieku 86 lat.

Na drodze rozwoju
rozruszników pojawiły się między innymi stymulatory zasilane energią atomową - plutonem. Były to urządzenia bardzo wyrafinowane i bardzo drogie. Jednak ten projekt został porzucony, bowiem wyparty został przez pojawienie się znacznie tańszych i wydajnych baterii litowo-jonowych.

- Dzisiaj po urządzeniach zasilanych energią atomową została pamiątka w postaci płyty grupy Pink Floyd „Atom Heart Mother”, ponieważ główna kucharka zespołu - mama perkusisty Nicka Masona - potrzebowała wszczepienia stymulatora, co zespół odczuł boleśnie, bo przez miesiąc nie miał im kto gotować - mówił dr hab. Oskar Kowalski z Katedry Kardiologii, Wrodzonych Wad Serca i Elektroterapii Oddziału Klinicznego Kardiologii SUM i Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu podczas I Konferencji „Nowe Technologie w Schorzeniach Sercowo-Naczyniowych” (NTEC; Katowice, 19 kwietnia 2018 r.).

- Klasyczne urządzenia stymulujące pracę serca mają elektrody - elektryczny kabel umieszczany w sercu, który zgina się 80-100 razy na minutę. Siłą rzeczy, ten kabel jest najsłabszym ogniwem urządzenia. Pojawiła się więc koncepcja, aby stymulator, który nie musi mieć żadnej elektrody, w całości umieścić w sercu. W 2012 roku stworzono pierwszy bezelektrodowy stymulator serca - przypomina specjalista.

Zaznacza, że pierwsze doświadczenia z nowym rozrusznikiem były bardzo obiecujące. Jego skuteczność stymulacji była 94-procentowa. Już wtedy jednak wystąpił jeden przypadek tamponady serca (stan nagłego zagrożenia życia, w którym dochodzi do przedostania się krwi do jamy osierdzia lub wypełnienia jamy osierdzia innym płynem).

- W licznej grupie pacjentów ten stymulator działał jednak bardzo dobrze i najważniejsze parametry elektrycznej stymulacji były prawidłowe. Niestety, w 2015 roku wszczepienia prowadzone w Europie zostały zatrzymane z powodu kolejnych epizodów perforacji mięśnia sercowego i jak na razie dalszego ciągu tej historii nie ma - dodał.

Stymulator maleństwo
W 2013 roku wprowadzono do stosowania stymulator bezelektrodowy z zupełnie innym mechanizmem fiksacji w postaci nóżek, które wbijają się w mięsień sercowy, zakrzywiają się i trzymają stymulator w mięśniu w sposób aktywny.

- Zabieg wszczepienia jest stosunkowo prosty, ale nie zaczyna się od żyły podobojczykowej, jak w trybie klasycznym, tylko od żyły udowej. Wprowadza się specjalny cewnik do mięśniówki, podaje kontrast, aby zobaczyć, czy rzeczywiście się jest w sercu, następnie uwalnia się stymulator i wyjmuje cewnik. Najbardziej emocjonującą częścią zabiegu jest test sprawdzający, czy stymulator został prawidłowo przyczepiony do mięśnia, czy jego nóżki prawidłowo zostały osadzone. Sprawdza się to poprzez pociąganie stymulatora. Gdy pociągniemy go za mocno, po prostu go wyrwiemy - opisywał ekspert.

Jak podkreślał, w tej nowej technologii, czyli zupełnie nowym sposobie wszczepienia stymulatora ryzyko powikłań około zabiegowych jest o połowę mniejsze niż w zabiegach klasycznych. To świadczy o tym jak dobrze wymyślony jest ten stymulator.

- Jest to maleństwo. Co z jego baterią? Wszystko zależy od tego, ile stymulacji będzie koniecznych i jak wielkiej dawki prądu trzeba będzie użyć. U większości pacjentów jednak zamontowana w urządzeniu bateria wystarczy na 8-10 lat. Dzieci, u których wszczepiliśmy stymulatory, a które nie są zależne od stymulacji, cały czas wyświetla się żywotność baterii powyżej 12 lat. Mamy więc nadzieję, że te pierwsze wyniki będą zachęcające do rozszerzenia tego rodzaju stymulacji nie tylko u dorosłych, ale też u dzieci - mówił dr hab. Oskar Kowalski.

Stymulator bezelektrodowy jest wielokrotnie mniejszy niż klasyczny. Jego objętość wynosi mniej niż 1 cm sześcienny, a długość ok. 14 mm. Standardowa żywotność obliczana jest na ok. 10 lat.

Są też ograniczenia
Ograniczeniem tego urządzenia jest to, że jest stymulatorem jednojamowym. Może być stosowany tylko u pacjentów, którzy takiej jednokomoroweja stymulacji wymagają. Pacjenci, którzy wymagają stymulacji przedsionka, jeszcze dzisiaj takiego stymulatora mieć nie powinni.

- Wydaje się, że następnym krokiem ewolucyjnym tego urządzenia będzie wprowadzenie w nim sensingu przedsionkowego, co umożliwi stymulację komory z synchronizacją przedsionka - VDD. Myślę, że w tym roku, może na początku przyszłego, będziemy mogli, również w Polsce, wszczepić taki udoskonalony stymulator pacjentom - mówił ekspert.

Ponieważ jednak urządzenie jest prawie ośmiokrotnie droższe niż standardowy stymulator, wskazania do jego stosowania wciąż są ograniczone do pacjentów, u których założenie stymulatora klasycznego wiąże się z ryzykiem, nie ma dostępu naczyniowego, pacjent jest po infekcji lub jest narażony na infekcję (np. osoby dializowane).

Mamy świetną salę treningową
- Co jest bardzo ważne - po raz pierwszy w Polsce dysponujemy miejscem, w którym prowadzone są międzynarodowe szkolenia w zakresie implantacji stymulatorów bezelektrodowych - podkreślał specjalista.

I dodał: - Przy współpracy Śląskiego Centrum Chorób Serca oraz Śląskiego Parku Technologicznego Kardiomed w Zabrzu udało się stworzyć salę zabiegową, która w pełni pozwala na trening implantacji tych urządzeń - zarówno na symulatorach, jak i na modelu zwierzęcym.

- Jest to trening, w którym sam kiedyś uczestniczyłem w Minneapolis. Uważam, że ten w Zabrzu niczym mu nie ustępuje. Cenne jest to, że nie tylko dysponujemy nową technologią w Polsce, bo wszczepiono u nas około 200 takich stymulatorów, ale dodatkowo - po raz pierwszy w historii polskiej kardiologii - możemy uczyć gości z zagranicy zastosowania najnowszej technologii medycznej - podsumowuje z dumą dr hab. Oskar Kowalski.